Życie „influencera”
Moment, w którym decydujesz się na publikowanie czegoś w social mediach, w sieci, na widok publiczny, jest momentem przełomowym.
To jest ważna decyzja, którą każdy we własnym sumieniu musi podjąć i myślę, że warto wiedzieć, z czym takie życie “influencera” (nie znoszę tego słowa) się wiąże.
Piszę to, bo od jakiegoś czasu gdzieś tam, ten temat przelatuje przez moją głowę i nie ukrywam, nie jest to temat prosty.
Razem z moim mężem działamy na YT (mamy kanał podróżniczy „Szewczyk Travel”) mamy Instagrama (szewczyk_travel), blog podróżniczy i wystawiamy siebie, swoje myśli, swoje zdanie, swój wizerunek dla innych.
Wszystko, co wypuszczamy w świat, może zobaczyć każdy, za darmo, bez wyjątku, lecz czy to daje komuś tam po drugiej stronie prawo do tego, by osądzać i wyrażać całkowicie niemerytoryczne opinie, typu “nie chcę być niemiły, ale”…?



Social media, hejt w sieci…
Przyznam, że z jakimś wielkim hejtem w naszą stronę się nie mierzymy (mamy cudowne grono fanów, za co jesteśmy niesamowicie wdzięczni). Bardziej opowieści innych, historie zasłyszane i przeliczne dramy, “większych” osób publicznych dają do myślenia.
Niekiedy komentarze są dziwne i śmieszne i ewidentnie pisane przez osoby totalnie odklejone od rzeczywistości, innym razem słowa na pograniczu karnej odpowiedzialności, co już takie śmieszne nie jest.
Przyznam szczerze, że zawsze takie historie powodują u mnie opad szczeny i niedowierzanie wielkie, bo to sprawia, że cała ludzkość i kierunek, w jakim zmierzamy, zaczynam kwestionować i pojawiają się pytania.
Pytania o to kto tam po drugiej stronie, daje sobie prawo do wypowiadania takich słów publicznie, bez wyrzutów sumienia, bez empatii i co najważniejsze – BEZ ODPOWIEDZIALNOŚCI… ot tak “ty grubasie”, “dziwaku”, “debilu”, “zabij się” “żebyś zdechł”, “te zęby to za białe”, “tępak”.
Zasady poruszania się w sieci…
Czy tam po drugiej stronie, jest osoba z krwi i kości, prawdziwa, myśląca, wrażliwa, która takie słowa jest w stanie napisać do kogoś pod zdjęciem czy filmem?
Czy to wszystko dzieje się naprawdę?
Nikt i nic nie daje nam prawa, do krytykowania, oczerniania, osądzania kogokolwiek w mediach. Wypuszczanie kontentu na światło dzienne, nie oznacza, że widz ma prawo do wyrażania swoich całkowicie niemerytorycznych, obraźliwych opinii na temat twórcy I CO NAJWAŻNIEJSZE JEGO WYGLĄDU, chyba że:
A: osoba prosi o wyrażenie opinii na temat wyglądu lub ubioru, lub czegokolwiek.
B: Jest to jakiś konkurs piękności, co samo przez się wiąże się z oceną tegoż wyglądu.

Ale Pani ma wielkie uszy!
Czy jeśli idziesz do Biedronki, a za kasą siedzi Pani, która ma, według Ciebie wielkie uszy, po opłaceniu rachunku mówisz do niej “ojej, ale Pani ma wielkie, obrzydliwe uszy”?
No nie, chyba że jesteś chamem, a tak w ogóle, nic Ci do tego, jakie ktoś ma uszy, bo każde są piękne i wyjątkowe, a w sumie to nie zależy od właściciela uszu, z jakimi uszami się urodził i jak te uszy wyglądają.
Czy w sieci, czy w realu, nikt nie ma prawa do bycia chamem, tępakiem, do oczerniania, wyzywania-NIE!
To jest karane i to jest przestępstwo. Nikt nie jest anonimowy (a jeśli jesteś, to zachęcam do publikowania swoich komentarzy pod swoim prawdziwym imieniem i nazwiskiem i z prawdziwą fotografią), na szczęście, a dziś jesteśmy światkami prawdziwego renesansu głupoty.
Wszyscy Ci niegdyś bez platformy, bez głosu, mówiący swoje opinie wyłącznie w niewielkim gronie rodziny i przyjaciół, dziś mają INTERNET, POLE DO POPISU, PLATFORMĘ GDZIE CZUJĄ, ŻE MOGĄ WSZYSTKO.
Wreszcie ktoś usłyszy ich głos, którego głos niestety nie warto słuchać i głos, który powinien zostać tak gdzie był, w zaciszu czterech ścian lub w zaciszu swojego chorego umysłu.

Komentarze w sieci „nie obraź się, ale…”
Tak jak wspomniałam, większość z naszych widzów to piękni i mądrzy ludzie, zdarzy się jakiś “przychylny” komentarz, ale to ułamek i skupiamy się na tym co dobre, ale…
Któregoś razu, będąc w Lizbonie, nagrałam rolkę, a na rolce tej miałam fryzurę na leniwca, czyli “slik bun”, ulizany kok i padł komentarz “zrób sobie przeszczep włosów”.
Normalnie wszystkie komentarze tego typu mam w dupie, ale tym razem, było inaczej.
Nie uważam się za osobę łysą:P mam swoje, naturalne, cienkie, i delikatne, ale piękne włoski, ale ostatnio przyznam, zmagając się z pewnymi dla mnie uciążliwymi problemami zdrowotnymi, straciłam nieco włosa i jestem na etapie dochodzenia do zdrowia.
To właśnie dało mi do myślenia. Nigdy nie wiesz, w jakiej sytuacji jest osoba po drugiej stronie. Widząc 10 sekund reelsa, nie wiesz nic o życiu osoby publikującej, o jej zmaganiach, trudnościach, zdrowiu, nic.

Moc słów…
Nie wiesz, jak pewne słowa mogą poruszać i uruchamiać niektóre procesy myślowe, zmieniając trajektorię dnia. Normalnie temat wyglądu i poruszania go przez innych spływa po mnie jak po kaczce, ale jeśli akurat ktoś trafia w ten czuły punkt, Twój problem, Twoją piętę achillesową, słowa ranią. Może nawet nie ranią, ale przypominają i uwydatniają problem, z którym aktualnie chcesz się uporać.
Empatii, chwili zastanowienia, jawności w sieci, odpowiedzialności za słowa – tego nam trzeba!
Jeśli nie jesteś w stanie czegoś powiedzieć prosto w twarz komuś obok, nie mów tego wcale i nie pisz.
To powinien być wyznacznik, prawo i reguła, według której każdy użytkownik sieci powinien się w tej sieci poruszać.
Za każdym razem pomyśl, sekundę choć poświeć i przemyśl swoje słowa, słowa, które kiedyś trafią w czuły punkt, do niewłaściwej osoby i uruchomią proces, lawinę bólu i cierpienia.
Bądźmy wsparciem, dobrem, inspiracją, twórzmy, budujmy, w realu i w sieci.
Koniecznie zobacz moje inne treści na blogu lifestylowym: fenomen poranka, czyli idealny początek dnia.