Written by Natalia Szewczyk

Więźniowie smartfonów. Jak media społecznościowe kradną nam radość z podróżowania

życie w podróży. Życie na Bali, wspomnienia z wakacji
Spis treści

Pułapka kontentu z „dupy”…

Dziś, leżąc na leżaku w naszej willi na Bali, obserwowałam dwie dziewczyny, które właśnie przyjechały do Ubud.
Leżałam tak z ciemnymi okularami na nosie, dzięki czemu uszło mi na sucho to, że przez dłuższą chwilę gapiłam się na to, co robią. Mijają minuty, godzina, a one wciąż zajęte były nagrywaniem widoków z balkonu. Jedna nagrywała drugą: zamykały drzwi, pierwsza wychodziła, druga szła za nią z kamerą, a potem proces się powtarzał, tyle że sprzęt lądował w rękach współtowarzyszki.

Patrzyłam na nie i przypomniała mi się Simona – Czeszka, którą poznaliśmy na Zanzibarze. Simona zwiedziła większość krajów świata i nie miała ani jednej fotografii ani filmiku potwierdzającego ten fakt. Miała wyłącznie niesamowite historie i piękne wspomnienia.

Z jednej strony widziałam te młode dziewczyny, które nie pracują w mediach społecznościowych, a zapewne po prostu podróżują przez Azję Południowo-Wschodnią. Z własnej, nieprzymuszonej woli decydowały, że sporą część swojego cennego czasu poświęcą na tworzenie bezużytecznego kontentu. Ich celem było pokazanie komuś w sieci, że znalazły się w raju, choć w sumie z tego raju nie do końca korzystały, marnując czas na coś zupełnie nieistotnego.

podróżniczy kanał szewczyk travel

Willa na Bali ubud , Więźniowie smartfonów

Więźniowie smartfonów, bez fotki się nie liczy…

Nie wskoczyły w stroje kąpielowe, nie korzystały z basenu, nie rozkoszowały się kokosem prosto z palmy ani słodką papają. Nie obserwowały tych wszystkich wyjątkowych ptaków wijących gniazda na drzewie za oknem. Robiły coś, co potencjalnie ma wpędzić w kompleksy kogoś, kto obejrzy ten materiał „z dupy” – wywołać w nim poczucie marnowania życia i wielką zazdrość.
Czy jeśli nie mam fotki z Bali, to oznacza, że mnie tam nie było? Że moje wspomnienia i czas tu spędzony się nie liczą, bo nie mam dowodu ani potwierdzenia?

Palmy kokosowe Bali w Maju, Więźniowie smartfonów

Jak nie zwariować jako twórca internetowy?

Wiem, że dziwnie się to czyta, bo pisze to osoba, która żyje z pracy w sieci i tworzenia treści. Robię to jednak, bo to kocham (i muszę), ale kto zna nasz kontent, ten wie, że nie ma w nim krzty fałszu. Trochę się tu usprawiedliwiam, ale staramy się pokazywać świat takim, jaki jest naprawdę.

Nie „wybieramy kadru”, tylko odbębniamy swoje i robimy wszystko, żeby po skończonej robocie cieszyć się miejscem i tą wyjątkową chwilą. Zbierać wspomnienia i historie. Paradoksalnie, jako twórczyni internetowa, spędzam w sieci niewiele czasu. Robię swoje, odkładam sprzęt i żyję.
Staram się uczyć, obserwować, rozmawiać i być tu i teraz.

najlepszy blog podróżniczy – podróże na własną rękę

Wspomnienia i historie ponad kontent

Dziwne te czasy. Wiem, brzmię jak boomer, ale nie do końca – brzmię po prostu jak osoba, która widzi i wyciąga wnioski. Czy sociale odebrały nam zdolność odpoczynku, relaksu i chłonięcia miejsca?
Bo jeśli siedzę z grupą fajnych ludzi i obserwujemy zachód słońca, ale ja ustawiam kamerę, chcę wszystko uwiecznić i szukam odpowiedniego kąta, to czy ja w ogóle jestem w tej chwili? Czy naprawdę spędzam czas z bliskimi?

Codziennie obserwuję ludzi, którzy są w raju – w miejscu, o którym marzy pewnie połowa ludzkości. Są szczęściarzami, wybrańcami, a jednak na ich twarzach maluje się grymas, bo nie ma tego idealnego ujęcia. Bo osoba trzymająca kamerę nie wie, jak zrobić tę jedną fotkę. Bo ona w tej sukni jechała w pocie czoła dwie godziny w korku na ten wodospad czy pole ryżowe, a ktoś trzymający drogiego smartfona nie przykłada się i strzela zdjęcie od niechcenia.


Zdjęcie jedno z tysięcy innych, nic nieznaczących. Jakie wspomnienie przyjdzie tej modelce do głowy, gdy zobaczy je po latach? Co ja właściwie chcę uchwycić? Co chcę zapamiętać?

Więźniowie kontentu

Majówka 2026, coś więcej niż tradycja, to stan umysłu…