Written by Natalia Szewczyk

Zanzibar na własną rękę – jak zorganizować wycieczkę do Tanzanii?

pleća Jambiani i Zanzibar na własną rękę wyjazd do Tanzanii blog lifestyle

Spis treści

Zanzibar Loty

Zanzibar na własną rękę – gdzie szukać lotów na Zanzibar? Naszymi ulubionymi stronami na których znajdujemy większość naszych lotów to Google loty, oraz skyscanner.pl. Tutaj znajdziesz film na youtube „jak szukać tanich biletów lotniczych„.

Loty bezpośrednie i loty z przesiadkami – na chwilę obecną jedynymi bezpośrednimi opcjami o jakich mi wiadomo to lot z Amsterdamu bezpośrednio do miasta Zanzibar liniami KLM (osobiście słyszałam sporo narzekania na tę właśnie linię lotniczą także z tej opcji zrezygnowaliśmy).

My ostatecznie na Zanzibar lecieliśmy liniami Qatar Airways. Wylatywaliśmy z Berlina, lot za jedną osobę w obie strony kosztował nas około 600 euro. Czas trwania lotu to: Berlin-Doha 5,5 godziny, przesiadka w Doha – oczekiwanie na samolot około 2,5 godzinki i drugi lot podobnie – 5 godzin z lądowaniem na lotnisku w Zanzibar City. Przyznam, że był to nasz pierwszy lot tymi liniami i jestem pod mega wrażeniem.

W cenie biletu macie ciepły posiłek, przekąski, napoje, oraz alkohol. Na fotelu czeka na was ciepły kocyk i poduszeczka. Każdy pasażer dostaje również tzw. „travel kit” w którym znajdzie się maska, odkażacz do rąk i rękawiczki gumowe. Tuż po starcie dostaniecie również słuchawki, które podłączacie do tabletu umieszczonego na siedzeniu naprzeciw was i możecie wypełnić sobie czas oglądaniem filmu, graniem w gry, czy słuchaniem fajnej muzyki – Qatar Airways – 10/10

Zanzibar – potrzebne dokumenty, szczepienia, testy na Covid

Tutaj kwestia jest dość zawiła. Organizując wycieczkę na własną rękę, w obecnych czasach, trzeba mieć rękę na pulsie. Kwestie obostrzeń i aktualnych wymogów dotyczących testów na Covid-19, można śledzić bezpośrednio na stronie przewoźnika, jednak kwestia pozostałych potrzebnych papierów bywa często niejasna i skomplikowana.

My naszą podróż zaczynaliśmy 22.05 i wówczas Tanzania wprowadziła wymóg okazania przy wlocie do kraju negatywnego testu na Covid-19 i to tego najdroższego testu PCR, ważność testu 24 godziny.

Na lotnisku w Berlinie niezbędne było okazanie dokumentu potwierdzającego fakt nie posiadania wirusa. Na miejscu również dostajecie jakiś papierek do wypełnienia, podobnie w samym samolocie w trakcie lotu dwa dokumenty, w których należy podać ogólne dane, miejsce zatrzymania się w ostatecznej destynacji itp. 

Osobiście przed wylotem wydrukowaliśmy również wnioski o wizę, gdyż ta jest niezbędna przy wlocie do Tanzanii. My takie dokumenty już wypełnione okazaliśmy na lotnisku na Zanzibarze, co zaoszczędziło nam chwilkę, koszt takiej wizy to 50 dolarów, a jej ważność to 90 dnitutaj znajdziecie potrzebny dokument gotowy do wydrukowania.

Jeśli wylatujesz z Tanzanii i kraj w którym zakończysz swoją podróż będzie wymagał testów, tak jak było właśnie w naszym przypadku (pomimo że Niemcy były wyłącznie krajem tranzytowym mieliśmy obowiązek okazania negatywnego wyniku testu na lotnisku na Zanzibarze, na szczęście był to już test antygenowy, tańszy), to taki test wykonasz w mieście Stone Town, tutaj zamieszczam dokładne współrzędne z uwagi, że dość ciężko trafić tam samemu z pomocą google maps. Koszt takiego testu to 25 euro za osobę, wcześniej należy zrobić rezerwację online (tutaj umieszczam link gdzie dokonasz rezerwacji), umawiasz się na konkretną godzinę. Opłatę możesz zrobić online płacąc kartą kredytową, bądź na miejscu. 

WAŻNE ! Pamiętaj, aby taki test mieć w formie wydrukowanej, okazanie go w telefonie na lotnisku nie wystarczy. My niestety tego nie wiedzieliśmy i musieliśmy drukować test na miejscu, pamiętam że chcieli od nas jakąś kasę za tę usługę, ale powiedzieliśmy, że nie mamy już żadnej gotówki (co było prawdą) i obyło się bez zapłaty. Z wydrukowanym papierem należy udać się do okienka obok, aby otrzymać pieczątkę i podpis autentyczności, wtedy dopiero udajecie się na odprawę. Przygotujcie się na niezły chaos na lotnisku Zanzibar, to nie luksusowe przybytki europejskie – uprzedzam. Przy okienku okazało się również, że musimy mieć jakiś papier rzekomo potrzebny w Berlinie i musimy wypełnić jakiś wniosek, jednak jak okazało się później był to papier, który należy wypełnić w przypadku kiedy Berlin jest waszą ostateczną destynacją, z uwagi, że dla nas był to wyłącznie kolejny przystanek w drodze do Polski nie musieliśmy okazywać już żadnych dokumentów na lotnisku w Berlinie.

Wlatując do Tanzanii nie musisz szczepić się na choroby egzotyczne, jakiekolwiek szczepienie zależy wyłącznie od Ciebie.

Jak poruszać się po Zanzibarze? Wynajem auta, kontrole policji

Na Zanzibarze masz kilka opcji przemieszczania się. Możesz wynająć auto z lokalnej wypożyczalni, poruszać się taksówkami, autobusami, lokalnymi “busami” Dala Dala, lub motorami Boda Boda

My skorzystaliśmy z opcji numer 1. Wynajem auta załatwiliśmy jeszcze będąc w Holandii. Znaleźliśmy wypożyczalnie przez Internet, tutaj podaje wam namiary (na hasło „Lukasz” dostaniecie dodatkowe 5% zniżki – nie jest to kod afiliacyjny po prostu jest zniżka to się z wami dzielę;)

Warto się nieco potargować, jak wszędzie na Zanzibarze, ostatecznie cena jaką zapłaciliśmy za dobę to 23 dolary. Aby poruszać się wynajętym autem, należy posiadać pozwolenie na jazdę po wyspie, taki papier załatwi wam wypożyczalnia, wystarczy jedynie przesłać im online kopie prawa jazdy.

Na nas auto czekało o umówionej godzinie pod lotniskiem, na miejscu podpisujesz umowę którą dostarczy Ci kierowca, płacisz i możesz ruszać w drogę. Przygotuj się na to, że po odpaleniu auta może czekać Cię rezerwa, my opuszczając teren lotniska od razu skierowaliśmy się na pobliską stację benzynową (aktualne ceny paliwa w Tanzanii znajdziesz tutaj), my za pełen bak zapłaciliśmy około 118 000 szylingów, czyli jakieś 50 dolarów.

Osobiście polecam zielone stacje z logiem United Petroleum. Podobno warto tankować w momencie kiedy masz jeszcze pół baku, gdyż może się zdarzyć, że na stacjach zabraknie paliwa, osobiście nam taka sytuacja się nie przytrafiła, ale warto mieć to na uwadze.

WAŻNE ! Wynajmując auto i poruszając się nim po wyspie, musisz liczyć się z częstymi kontrolami Policji. Nie radzę przekraczać prędkości 60km/h na wyspie i 50km/h w miastach. Zawsze miej przy sobie prawko, pozwolenie i ewentualne drobne na łapówkę, która również może zdarzyć się nie raz.

Kolejną bardzo tanią opcją, z której najczęściej korzystają lokalni ludzie to tzw. “Dala Dala”. Mały, busik którym lokalni przemieszczają się między miastami i wsiami z możliwością przewiezienia czegoś na dachu. Dla “Dala Dala” nie ma przystanków. Stajesz po prostu na drodze, machasz ręką i wsiadasz. Kierowca może Cię również wysadzić gdziekolwiek zapragniesz. Koszt takiej przejażdżki zależy oczywiście od dystansu. Za około 6 km płacisz mniej więcej 500 szylingów, czyli około 0,22 dolara. Za przejazd z miejscowości Jambiani do Stone Town, czyli za około 50km zapłacisz 2000 szylingów czyli około 0,90 dolara.

Taksówki wychodzą dość drogo, zupełnie się nie opłaca, chyba że targujesz się wybitnie. Boda Boda, czyli motor-taxi to koszt od 2000 do 5000 szylingów za około 7 km, w zależności od wytargowanej ceny. 

Jeśli nie masz załatwionego żadnego transportu – nie martw się – tuż po opuszczeniu lotniska czeka Cię mnóstwo taksówek i busów, które zawiozą Cię w każdy zakątek wyspy.

Zanzibar noclegi, hotele

Hotel „Kendwa Rocks Hotel” Kendwa Zanzibar

Z podróżowaniem na własną rękę to właśnie tu zaczyna się zabawa. Nie jesteście związani z jednym miejscem, możecie zmieniać lokacie, eksplorować wyspę wzdłuż i wszerz. Osobiście czekaliśmy z zabukowaniem naszego pierwszego hotelu do momentu wylotu, gdyż wszystko zależało od wyniku testu na Covid. Pierwszym miejscem jakie zabukowaliśmy przez portal Booking.Com był hotel “Sunset Kendwa Beach Hotel”.

Niestety nie mogę polecić tego miejsca. Po dotarciu do hotelu po 20 godzinach w podróży, okazało się, że jest on w remoncie, całkowicie pusty, ale mogą dać nam pokój, tyle tylko że będziemy sami, bez śniadań, bez wifi i bez innych gości hotelowych – DRAMAT.

Było troszkę użerania się, ale ostatecznie Booking zwrócił nam kasę, a my zarezerwowaliśmy pierwsze 3 noce w hotelu nieopodal “Kendwa Rocks Hotel”Cena za dobę około 130 dolarów.

W TYM MIEJSCU MAŁA RADA, JEŚLI WYRUSZASZ NA ZANZIBAR W NISKIM SEZONIE, WARTO REZERWOWAĆ HOTELE NA MIEJSCU, LUB ZADZWONIĆ PRZED REZERWACJĄ, ABY UNIKNĄĆ TAKICH NIEPRZYJEMNYCH SYTUACJI JAK TA NASZA.

Bardzo fajny hotel, moskitiery, klimatyzacja, śniadanie wliczone w cenę, basen, parking, ochrona, dodatkowym atutem tego miejsca jest cudowna plaża i impreza Full Moon Party. Impreza organizowana na terenie hotelu, każdego miesiąca. Wstęp to 20 000 szylingów, około 9 dolarów.

Dwa zgrzyty – 1 to cena za dobę, dość wysoka, drugi zgrzyt mieliśmy w sytuacji kiedy mój mąż poszedł do sklepiku, który znajdował się tuż za bramą hotelu, kupił dużą wodę do pokoju i piwo, ochroniarz hotelowy widząc jego zakupy zwrócił mu uwagę, że nie może wnosić na teren hotelu piwa z zewnątrz bo od tego jest hotelowy bar. Taka sytuacja spotkała nas pierwszy raz w całej historii podróżowania, ochroniarz dostał lekki ochrzan, a piwo zostało spożyte w zaciszu pokoju:)

Hotel „Amaan Beach Bungalows” Nungwi Zanzibar

Naszą kolejną lokacją na wyspie była miejscowość Nungwi i hotel „Amaan Beach Bungalows”. Tutaj zatrzymaliśmy się 10 nocy, początkowy plan przewidywał krótszy pobyt, jednak tak spodobało nam się na miejscu, że postanowiliśmy wydłużyć rezerwacje. 

Świetna lokalizacja, tuż przy plaży, basen, bardzo miła obsługa, pyszne bardzo nietypowe śniadania, ale osobiście mi bardzo to odpowiadało, ochrona. Z perspektywy czasu mogę stwierdzić, że był to nasz najlepszy pobyt. Pokój może nie był jakimś szczytem luksusu, ale było wszystko czego potrzeba, klima, łazienka, moskitiera, sejf. 

Koszt tego hotelu na Zanzibarze za dobę to około 64 dolary.

Będąc w Kendwa i tak chodziliśmy codziennie plażą do Nungwi na kolację i do pobliskich barów. W Nungwi czekają Cię niesamowite zachody słońca. Dość niewielkie odpływy, praktycznie codziennie można pływać w Oceanie (w odróżnieniu od ostatniej miejscówki o której wspomnę za chwilkę), życie nocne na wsi, pyszne jedzenie, niesamowici ludzie. Polecam to miejsce w 100 procentach.

Tutaj wspomnę, że w trakcie naszego pobytu w Nungwi mieliśmy jeden nocleg na Safari w Parku Narodowym Mikumi w Tanzanii kontynentalnej (o Safari z pewnością wspomnę w kolejnym wpisie).

„Kupaga Villas Boutique Hotel” Jambiani Zanzibar

Czwartym miejscem, w którym przyszło nam spędzić nasze ostatnie 3 noce na wyspie była miejscowość Jambiani i hotel „Kupaga Villas Boutique Hotel”. Mały hotel prowadzony przez dwie belgijki – matkę i córkę, wywarł na mnie spore wrażenie. Bardzo miła młoda właścicielka, mówiąca również biegle po angielsku i francusku. Pyszne śniadania wliczone w cenę – świeże owoce, ręcznie robione kiełbaski i chleb sodowy, wyśmienite świeże soki….mmmmm pycha.

Co do reszty dań w karcie mam mieszane uczucia, ale śniadania były rewelacyjne. 

Basen, klimatyzacja, świetny przestronny pokój tuż przy plaży, happy hour i niesamowite drinki, właścicielka służy zawsze radą, pomocą, przy śniadaniu podchodzi do gości, upewnia się czy wszystko jest ok, jak się spało itp. Bardzo polecam hotel, może nie koniecznie samą miejscowość.

Cena za dobę 85 dolarów (była to zniżka ze 100 dolarów z powodu niedziałającej lampki nocnej).

Jeśli chodzi o samą miejscowość Jambiani mam mieszane uczucia. W porównaniu do Nungwi i Kendwa – plaża wypada słabo. Odpływ tak ogromny, że zapomnij o regularnych kąpielach w Oceanie. W upalne dni dość silny zapach wodorostów, które zalegają na plaży w czasie sporego odpływu. Tylko tam na plaży napotkałam rozbite butelki, jakieś puste worki po betonie i plastik. Sama wieś również różni się dość drastycznie od np. Nungwi. Zero nocnego życia, bardzo mało lokalnego jedzenia, mało sklepów, jeśli chcesz kupić coś konkretnego i tak musisz wybrać się do położonego w odległości około 6 km Paje. Dodatkowo nocując w Kupaga Villas przygotuj się na pobudkę o 5 rano – nawoływanie na modlitwę, ale to akurat dobrze – zdążysz wyszykować się na cudowny wschód słońca🙂

Zanzibar – Internet, waluta, wypłata gotówki w bankomacie

Docierając na wyspę warto z miejsca kupić lokalną kartę do telefonu i wykupić pakiet z internetem. Od razu zaznaczam, że na jakiś mega szybki internet nie ma co liczyć, a z zasięgiem bywa różnie. My po opuszczeniu lotniska byliśmy poniekąd zmuszeni do zakupu karty na parkingu. Jestem pewna, że w mieście można było kupić ją znacznie taniej jednak my stojąc po murem, za kartę z pakietem ważność przez miesiąc i 20GB internetu zapłaciliśmy 60000 szylingów tanzańskich, czyli jakieś 26 dolarów.

Oficjalną walutą Tanzanii jest szyling tanzański. Na chwilę obecną 1 dolar amerykański to około 2300 szylingów, także przygotuj się na posiadanie dość sporego pliku banknotów w portfelu. Warto mieć ze sobą dolary i te na miejscu wymienić na szylingi. 

UWAGA ! Kupując dolary w miejscu zamieszkania zwróć uwagę, aby te produkowane były po roku 2009, ze starszymi banknotami możesz mieć problem w kantorze, podobno chodzi tutaj o sprawdzenie prawdziwości banknotów.

My dolary wymieniliśmy w kantorze na parkingu lotniskowym, mieli całkiem porządny przelicznik.

Jeśli jednak z jakiś przyczyn nie zdążysz wymienić dolarów na lotnisku, bez obaw, na każdym kroku, w każdej wsi spotkasz budki “WAKALA”, tak wymienisz dolary czy euro bez problemów, a lokalni oprócz szylingów jako zapłatę przyjmą również dolary amerykańskie. Warto mieć gotówkę, gdyż terminale płatnicze to rzadkość.

Osobiście spotkałam się z wieloma stereotypami dotyczącymi wyspy i lokalnych ludzi, których temat poruszę później. Jeden z nich dotyczył właśnie wypłat bankomatowych. “Podobno tam na miejscu do bankomatu to najlepiej z ochroną” – totalna bzdura. Zanzibar jest bardzo bezpiecznym miejscem, a ludzie są biedni ale pomocni i przyjaźnie nastawieni do turystów, w ostateczności to dzięki nam mogą się utrzymywać.

Jeśli chodzi o wypłaty gotówki z bankomatu to moim zdaniem są dwa problemy. Problem numer jeden to ilość bankomatów na wyspie – bardzo niewielka, problem numer dwa – braki gotówki w bankomatach. Osobiście polecam niebieskie bankomaty z logo Exim Bank, w tym jedynym nigdy nie mieliśmy problemów z brakiem gotówki, a prowizja jest niewielka.

Pamiętajcie, aby wybrać gotówkę warto mieć kartę kredytową.

Dodatkowo wspomnę może o tym, że akurat nam przydarzyło się pobranie z konta pieniędzy, których nie udało się wypłacić, ale z uwagi że była to właśnie karta kredytowa a takie transakcje są ubezpieczone, po skontaktowaniu się z bankiem, gotówka została zwrócona w przeciągu 2 dni.

Przy wypłatach z bankomatu pamiętaj również, że będzie Ci naliczana prowizja – najniższa 10 000 szylingów to w niebieskim bankomacie, w zielonym 15 000, a w czerwonym 17 500 szylingów.

Zanzibar ceny

Największym kosztem w budżecie jaki przeznaczyliśmy na naszą podróż na Zanzibar był koszt biletów i noclegów.

Zdecydowanie można nocować taniej i zdaję sobie z tego sprawę. My z uwagi na cały szalony rok 2020 nie podróżując tyle ile byśmy sobie tego życzyli, postanowiliśmy wydać nieco więcej na noclegi, jednak i tak wydaje mi się że np. 60 dolarów za nocleg w Nungwi nie jest ceną zbyt wygórowaną i totalnie rozwalającą budżet.

Na wyspie jest duża ilość fajnych hosteli, także jeśli chcesz nocować taniej to zapewniam że można.

Koszt auta, paliwa, internetu również już znasz, teraz przejdźmy do cen żywności.

Jeśli chodzi o koszt wycieczek, wynajmu auta, robienia warkoczyków przez lokalne panie na plaży, czy pamiątek – warto się nieco targować.

Lokalni ludzie widząc białego człowieka czyli “Mzungu” walą bez ogródek z miejsca cenę mocno wygórowaną. Pamiętaj również, żeby zapytać o cenę przed zakupem, mówię to bo mieliśmy znajomą która została zaskoczona ceną policzoną jej za butelkę red bulla przy kasie – gość zawołał 70 000 czyli jakieś 35 dolarów, oczywiście zakup nie doszedł do skutku:)

W innych przypadkach targowanie się jest moim zdaniem nie na miejscu.

Ceny jedzenia, świeżych kokosów na plaży jest tak niski w porównaniu z naszymi europejskimi zarobkami, że niekiedy zdarzały się przypadki, że sprzedawca otrzymywał od nas więcej niż wynosiła cena wyjściowa – podam tu przykład jakiegoś lokalnego sklepiku na wiosce w Nungwi, w której kupowaliśmy obcinacz do paznokci, gość zawołał 1000 szylingów! to jest jakieś 0,40 dolara – dostał dwa razy tyle.

Przykładowe ceny na Zanzibarze 

  • piwo w knajpie – 5000/6000 szylingów (około 2 dolary)
  • duża butelka wody – 1000 szylingów (0,4 dolara)
  • porcja grillowanej ośmiornicy w knajpie – 12000 szylingów (około 5 dolarów)
  • świeży sok z pomarańczy w knajpie – 3000 szylingów (1,2 dolara)
  • cappuccino Stone Town knajpa przy morzu – 5000 szylingów (około 2 dolary)
  • burger knajpa przy plaży Nungwi – 12000 szylingów (około 5 dolarów)
  • Ceny drinka w barze około 14000 szylingów.

Wszystkie te wyżej wymienione ceny są cenami w restauracjach i barach turystycznych dla białych. Wybierając się na wioskę (co czyniliśmy często) i kupując jedzenie na lokalnych stoiskach jesteś w stanie zjeść za ułamek tej ceny. Dla przykładu lokalne szaszłyki “Mishkaki” z kurczaka – jedna sztuka 500 szylingów czyli 0,22 dolara!!!

Za dwie porcje szaszłyków i pałek z kurczaka z frytkami, surówką i butelką Coli zapłaciliśmy 10000 szylingów (4,3 dolary).

Za kiść przepysznych, słodkich i dojrzałych bananów zapłaciliśmy 2000/3000 szylingów, za ogromne awokado 1000/1500 szylingów, cena świeżego kokosa na plaży 2000 szylingów (0,90 dolara).

Sami widzicie, że ogólnie są to niesamowicie tanie wakacje i można je zorganizować w taki sposób, że koszty będą nieporównywalnie niższe niż koszty pobytu np. nad polskim morzem.

Zanzibar jedzenie

Jeśli chodzi o mnie dotychczas, jedzeniowo moim numerem jeden był Rzym.

„Dotychczas” bo Zanzibar zaskoczył mnie mocno. Tu od razu zaznaczę, że jedzenie jedliśmy zarówno w hotelach, u lokalnych na wiosce, oraz w knajpach. Jeśli chodzi o street food to jest on oczywiście pyszny i świeży, jednak dość ubogi. Przeważnie na stoiskach w takich przeszklonych akwariach zobaczysz grillowane mięso z kurczaka – pałki bądź szaszłyki, rybę, frytki, surówki, czy chapati (rodzaj placków), niekiedy zdarzają się również inne owoce morza.

Jeśli jesteś fanem dobrego jedzenia polecam udać się na nocny market w Stone Town. Niestety nie mieliśmy okazji zostać tam do późnych godzin nocnych, ale różnorodność jedzenia powala, od kebaba po ośmiornice, czy małże… wszystko wygląda pysznie.

Warto próbować lokalnych przysmaków np. moim napojem numer jeden był sok świeżo wyciśnięty z trzciny cukrowej z dodatkiem imbiru i limonki – bajka… Numer dwa to sok wyciskany ze świeżych zielonych pomarańczy… pycha.

Uwielbiałam wieczorkiem uraczyć się Masala Chai – niesamowicie aromatyczną herbatę z wyspiarskimi przyprawami.

Lokalne szaszłyki Mishkaki, samosa, curry z owocami morza, grillowane ośmiornice, kalmary, lokalne potrawy takie jak Ugali (papka z mąki kukurydzianej) z jakimś pysznym sosikiem. Polecam również spróbować lokalnego Pilau – ryżu z niesamowitą ilością przypraw z dodatkiem mięsa, czy grillowanej kukurydzy, którą lokalni jedzą natartą limonką i chili, a także słodkich bananów w cieście.

Dla mnie zdecydowanie numerem jeden w codziennym menu były owoce morza, które jadłam namiętnie każdego dnia. 

Mała uwaga –  kurczak w daniach będzie z kośćmi, tam nikt nie bawi się w oddzielanie mięsa od kości i segregowanie lepszych czy gorszych kawałków. Kurczaki siekane są na kawałki tasakiem i tak wrzucane do sosu czy grillowane w formie szaszłyków.

Nie zapominajmy o cudownie dojrzałych i świeżych owocach, czy kokosach które można kupić świeże na każdym kroku. Ważne by natrafić na młode i świeże kokosy wtedy woda i miąższ są najsmaczniejsze, ze starych kokosów lokalni robią mleko kokosowe, w którym potem gotują ryż, a zjadając takiego starego i gorzkiego kokosa można podobno nieźle się zatruć.

Dla fanów mocnych trunków polecam lokalne alkohole takie jak dostępny w sklepach Konyagi (destylowany rum z trzciny cukrowej), bądź coś na kształt naszego bimbru – Gongo – bardzo mocny alkohol z papai. Jeśli wolisz raczyć się mniejszą ilością procentów, polecam lokalne piwa takie jak Serengeti, Kilimandżaro, czy lekkie piwo cydrowe Savanna z limonką – idealne na upalne dni:)

Ciekawostka – kupując street food jedzenie dostaniesz zapakowane w folię aluminiową, oraz lokalną gazetę, a jeśli robisz zakupy w nawet najmniejszym sklepiku sprzedawca zapakuje Ci je w biodegradowalną torebkę. Na Zanzibarze nie spotkasz jednorazowych torebek plastikowych, jest również zakaz wlatywania lub wjeżdżania na wyspę z tego typu torbami.

Zanzibar Covid-19

Powiem tak, po wyjściu z lotniska Abeid Amani Karume International Airport na Zanzibarze o Covidzie można zapomnieć. Tutaj takie coś jak pandemia istnieje tylko pod tym względem, że nowa Pani prezydent wprowadziła rozporządzenie nakładające obowiązek okazania negatywnego wyniku testu na osoby wjeżdżające do kraju. Na tym temat się kończy. 

Na wyspie rozmawiając z lokalnymi i opowiadając im o tym co dzieje się w Europie, lub np. o tym ilu ludzi zmarło przez pandemię, widać w oczach niedowierzanie i spore zaskoczenie.

Nigdzie nie trzeba nosić masek, nie ma czegoś takiego jak dystans społeczny. Wszystkie bary, knajpy, dyskoteki, atrakcje są dostępne bez jakichkolwiek obostrzeń, ludzie tam najzwyczajniej w Świecie nie chorują. Życie toczy się na zewnątrz, jest ciepło, jedzenie jest świeże, pozbawione chemii, zanieczyszczeń – nie wiem, ale 3 tygodnie z dala od całego tego “pandemicznego życia” dał mi niesamowite wytchnienie.

Nikt na Zanzibarze nie został (rzekomo) zdiagnozowany jako nosiciel Covida, pandemia tam nie istnieje.

W sumie nikt tam na miejscu nie może sobie na to pozwolić, ludzi na Zanzibarze nie stać na Pandemię – takie jest przynajmniej moje odczucie.

Zanzibar stereotypy

Osobiście to co mogę Ci poradzić przed wylotem na Zanzibar to skrupulatne dobieranie treści jaką przyjmujesz przed wylotem.

Szczerze.. ja naoglądałam się tyle filmów na YT i przeczytałam tyle wpisów, że byłam bliska zrezygnowania z wyjazdu.

Mój mózg przyswoił kilka faktów, które skutecznie odpychały mnie od tego miejsca i z którymi teraz kompletnie zgodzić się nie mogę.

Przed wylotem nastawiłam się na to, że będziemy okradzeni, z pewnością zachorujemy na malarię, do bankomatów to z ochroną, czas spędzę wyłącznie na kiblu bo zatrucia pokarmowe to normalka, podczas mycia zębów płukanie ust wodą z kranu to jakiś dramat bo znów czeka Cię kibel, w Stone Town to kamery czy telefonu nawet nie wyciągaj bo wrócisz już bez nich…. i tak bez końca.

Jak krzywdzące i nieprawdziwe są te bajki i stereotypy. 

Szczerze ani jeden scenariusz nie okazał się nawet w ułamku bliski temu, o czym można przeczytać w sieci. Oczywiście, że warto być przezornym, przygotowanym i uważnym, ale nie dajmy się zwariować. To, że na miejscu panuje bieda, bo nie ma co tego ukrywać, to nie znaczy, że ludzie myślą wyłącznie o tym jak by tu skroić nadzianego turystę. Jest to bardzo niesprawiedliwe i krzywdzące. Ludzie na wyspie są niesamowicie przyjaźni i pomocni. Spacerując codziennie po zachodzie słońca, czy to po plaży czy po wioskach, czuliśmy się niesamowicie bezpieczni i nikt nie dawał nam do zrozumienia, że powinno być inaczej.

Jedząc na ulicy, myjąc się wodą bieżącą, czy płucząc usta – ani razu nie miałam żadnych problemów żołądkowych, a z reguły żołądek mam bardzo wyczulony na syf.

Wybieranie kasy z bankomatów – nie ma problemu, często przy bankomatach jest strażnik, kamery, także nie ma się czego obawiać.

Nagrywaliśmy dość drogim sprzętem, robiliśmy zdjęcia, kręciliśmy wideo, nikt nie pokusił się na choćby najdrobniejszy sprzęt.

Podobnie w kwestii Malarii, Zanzibar całkowicie uporał się z problemem Malarii. Na wyspie jesteśmy całkowicie bezpieczni, oczywiście warto chronić się przed ukąszeniami, ale nie ma co popadać w paranoję. Będąc w Tanzanii kontynentalnej może warto nieco bardziej się zabezpieczyć, ale ponownie my będąc na Safari i w innych częściach kontynentu wróciliśmy cali i zdrowi.

Co do kwestii niebotycznych rozmiarów pająków i insektów na każdym kroku – oczywiście przygotuj się na to, że w pokoju widok jaszczurki będzie widokiem częstym, ale pamiętaj, że jaszczurka to dobra rzecz, dzięki niej możesz zapomnieć o innych owadach i insektach. A co do reszty – jedyny dość spory pająk na jakiego ja natrafiłam to był pająk w domku na Safari, ale to wyłącznie dlatego, że moskitiera w toalecie miała 10cm dziurę;).

Oczywiście zdarzają się kradzieże czy zatrucia, ale coś nieprzyjemnego może Ci się przytrafić na każdej szerokości geograficznej, w każdych innych okolicznościach przyrody.

Zanzibar na własną rękę blog podróże

Zanzibar na własną rękę – czy warto?

Od naszej pierwszej wycieczki zorganizowanej na własną rękę mijają właśnie 4 lata.

Był to wyjazd do Rzymu i wspominam go rewelacyjnie (wpis za co kocham Rzym na blogu).

Niesamowitą wolność i swobodę daje ten rodzaj podróżowania, ale zaznaczam warto znać język angielski.

Zmiany lokacji, dostosowywanie noclegów pod swoje potrzeby, wynajem auta, to jest już nasza regułka, którą powtarzamy praktycznie każdego wyjazdu.

Takie częste zmiany nie tylko dostarczają coraz to nowych emocji, ale niesamowicie ubarwiają wyjazd, dają możliwość poznania większej ilości miejsc, zwiedzenia całej wyspy.

Jeśli w tym momencie zastanawiasz się nad wykupem wycieczki All Inn… a zorganizowaniem czegoś na własną rękę – wybierz to drugie – nie zawiedziesz się.

Może nie od razu Zanzibar, ale warto. Z pewnością dużym argumentem za, jest również koszt takich wypraw. Na własną rękę często bywa o wiele taniej. 

My dziś nie wyobrażamy sobie innej formy wyjazdów – polecam i mam nadzieję, że wszystkie informacje okażą się przydatne.

Jeśli masz jakiekolwiek pytania – pisz śmiało, chętnie pomogę i posłużę radą. Jeśli byłeś na Zanzibarze i masz jakieś wskazówki i porady również zachęcam do komentowania:)

Koniecznie wpadaj na kanał Łukasza, tam nasza podróż dzień po dniu. W 1 odcinku jak przebiegał lot i podróż na Zanzibar, druga część to już zwiedzanie okolicy, oraz wyprawa na farmę przypraw.

do zobaczenia w kolejnym wpisie:)