Written by Natalia Szewczyk

Lato w Holandii, czyli jak jedna upalna niedziela lata nie czyni

lato w holandii na blogu lifestylowym

Spis treści

Lato w Holandii – tęsknota za słońcem

Kwestia pogody w Holandii była już poruszana na tym blogu nie raz…nie dwa… i mam dla was nowinę – na tym nie poprzestanę;)

Odkąd mieszkam w Holandii, a niedawno minął już kolejny rok na obczyźnie co za tym idzie, kolejne lato w Holandii, takie zdanie jak “mam dość tego upału” z mojego słownika zostało już na stałe wykreślone.

Kiedy wyjeżdżamy na wakacje w jakieś upalne kraje, ba, kiedy udajemy się do Polski (bo już z całą świadomością mogę Polskę zaliczyć do krajów o dość ekstremalnych temperaturach letnich) rozkoszuję się ciepłem i nie narzekam.

(ciekawostki o Holandii, fakty i mity na temat Holandii znajdziesz w dziele blog podróżniczy – zapraszam)

Pogoda w Holandii – czekając na weekend

I choćby pot po dupie ciekł, choćby ciało przyklejało się do siedzeń, a brak klimy w aucie zaczynał powodować lekki dyskomfort – nie marudzę i wciąż słowa “niech to się już wreszcie skończy” z moich ust nie padają. 

Nie padają bo wiem, że już za parę tygodni, miesiąc, dwa… to wszystko co widać za oknem przeminie i znów nastanie jesień i znów jesienna chandra

Niedziela – pierwsza taka i oby nie jedyna…

No i mając te upalne dni na Zanzibarze wciąż w pamięci (Zanzibar bez biura podróży, lecimy na Zanzibar oraz Zanzibar czy warto na moim blogu podróżniczym) jakże bolesny był powrót na holenderską ziemię … 

Jest to chyba pierwsze takie lato w moim życiu, w którym uwaga, nie wiem czy jesteście gotowi na takie wyznanie…

chwila niepewności …

… byłam zmuszona włączyć ogrzewanie, aby móc wysuszyć pranie, które pomimo wielogodzinnego suszenia się na słońcu, wciąż posiadało dość sporą domieszkę wilgoci;P

Niedziela w Zelandii

Był to pierwszy taki weekend, który można było nazwać “upalnym”, oczywiście jak na holenderskie warunki. Holendrzy tłumnie ruszyli w trasę swoimi kamperami, dzieci mogły wreszcie korzystać z dobrodziejstw pobliskich basenów, pranie wyschło…  jest ok:).

Nie mogliśmy nie wykorzystać tak pięknej niedzieli i spontanicznie udaliśmy się do sąsiedniej prowincji Zeeland, by tam rozkoszować się lokalnym przysmakiem “kibeling” (kawałeczki świeżego dorsza w panierce), fryteczkami, czytać gazetę w towarzystwie pokrzykujących mew, pić ulubioną kambuchę, no i chłonąć, chłonąć te cenne promienie słońca, których tego lata niestety jak na lekarstwo…

a te wieczory… takie jakieś wciąż chłodne… hmmm

do zobaczenia w kolejnym wpisie:)

zapraszam na mój Instagram, tam więcej bieżącego materiału:) mojlifestyle.blog